Duch Zabawy spotyka Ducha Abstrakcji

„Duch Abstrakcji spotyka Ducha Zabawy”
* Sandra Bąk * Szymon Baran * Alicja Filipek * Barbara Janczak * Michał Menkarski * Urszula Palusińska * Aleksandra Pieńkosz * Alicja Pismenko * Dominik Setlak * Wojciech Siwik * Edyta Stajniak * Dominika Śniegocka * Alicja Szpila * Linda Wojtera * kuratorzy: Bogdan Achimescu & Agnieszka Piksa
Wernisaż 25 lutego 2022/ Klinika Zabawek przy Kopernika 15a/ Oprowadzania: 25, 26, 27 lutego
W grudniu 2021 na pierwszym piętrze poszpitalnego budynku otworzyła się wystawa zabawek z kolekcji rodziny Sosenków. Kurator Mateusz Okoński przearanżował dawną bibliotekę medyczną w rodzaj campowego gabinetu osobliwości. Obił drewniane gabloty różowym i żółtym filcem. Na ścianach- poprzednio w kolorze pastelowego ugru- robotnicy domalowali różowe i żółte zygzaki, z nawiązaniem do modyfikowalnego logo Muzeum Zabawek, charakterystycznego smoka- harmonijki. Biblioteczne lampy, graniaste kule wiszące z sufitu zyskały karnawałowy sznyt, dodano im czarne matowe i błyszczące detale. Patrząc w sufit można było układać sobie rytmy i rozstawiać je na planszy tego sufitu. Do wystawy zabawek kurator zaprosił artystki, argumentując: „niech odwiedzający i ich dzieci mimo woli, niepostrzeżenie, w czasie zabawy oswajają się z językiem sztuki”. W głównej sali znalazł się „Cielec” Doroty Hadrian- przeskalowany konik Pony z tworzywa. W sali bocznej, służącej do warsztatów- kolaż Dominiki Szczałby- Żegleń z grupką piesków przebranych w gratisy z Mc Donaldsa oraz seria obrazów Marty Antoniak. W języku prawniczym to może nie tyle obrazy, co płaskorzeźby. Zrobione metodą smażenia na patelni teflonowej naręcza kinderniespodzianek rozciągają się, tracą fabryczne kształty, zlewają się z tłem i swoimi towarzyszami. Mniejsza sala warsztatowa służy nauce naprawiania zabawek pod opieką konserwatora. W przyborniku: szklane oczka, igły i nici, młotki. Na ścianach inna seria Marty Antoniak, przedstawienia anatomiczne w strupieszałych kolorach, z dodanymi wykwitami z plastiku. Dużą szpitalną klatkę schodową obwiesiła maskami Agnieszka Piksa, są symetryczne, wycięte z papieru i ceraty, trochę straszne trochę zabawne. Pada na nie dyskotekowe światło.
Fragment rozmowy Katarzyny Jagodzińskiej z Mateuszem Okońskim:
Nie zapominajmy, że w zabawkach jest ten uniwersalizm, ponieważ każdy z nas był dzieckiem, każdy z nas miał jakieś zabawki i budował na bazie przeżyć z zabawkami pewne wspomnienia i swoją tożsamość. Sztuka współczesna jest z tym integralnie połączona i sam się zdziwiłem, że tak mało jest wystaw, które łączą zabawki ze sztuką współczesną w muzeach tejże sztuki. To temat trywializowany lub pomijany. Żyjemy w czasach po pop-arcie, kiedy dosłownie używano zabawek, w Polsce choćby Hasior. My odwracamy sytuację i poprzez zabawki docieramy do małego odbiorcy, a komunikujemy się z nim za pomocą sztuki współczesnej. Ważne też było znalezienie nowoczesnego tematu dla wystawy. Stąd fast toys, z angielskiego „szybkie zabawki”czy „bezwartościowe zabawki”, które zaobserwowaliśmy kuratorsko jako fenomen.
W lutym 2022 zbliżał się finisaż Kliniki, a koncept kuratora rozszerzył się o kolejny pomysł, zaprośmy Agnieszkę Piksę i całą Pracownię Rysunku Bogdana Achimescu, oni na pewno na ten finisaż zrobią coś odlotowego. Skład Pracowni wzmocniły absolwentki Wydziału Grafiki. Do dyspozycji mieliśmy całe górne piętro szpitala, dawniej zajęte przez laboratoria. Na mapie widać 13 pokoi oraz korytarz.

Na ścianach białe i błękitne popękane kafelki, blaty z szarozielonego terrazzo, brązowe płytki na podłodze, wyciągi z dmuchawami, biegnący dookoła piorunochron, jakieś kable i wtyczki, ślady po osprzęcie- oraz tajemnicza dziura prowadząca na wietrzny strych sprawiły że nie mieliśmy do czynienia ze zwykłym white cubem. Oprowadzanie publiczności zaplanowane było na godziny wieczorne, jako kontynuacja wystawy z niższego piętra. Trzeba było pamiętać o charakterze widowni: wiedzieliśmy że przyjdzie sporo dzieci. Jako witacz stanął przy samym wejściu „Smok” Alicji Filipek. Wykonany z plastiku i aksamitu, bioniczny stwór ożywiany ruchem przechodniów- dzięki wbudowanej fotokomórce odzywa się ruszając głową i błyskając oczami na zielono.

Na wprost wejścia podłużny pokój Michała Menkarskiego z telewizorem, samochodzikiem na postumencie oświetlonym ruchomą lampką. Lampka zawieszona na żyłce u sufitu kręci się w nieskoordynowany sposób, tak jak taksówkarze z serialu Zmiennicy- w telewizorze leci zapętlona czołówka.
Michał: Początek lat 2000, niebieski pokój a w nim zniszczone zabawki (samochodziki), w tle serial Stanisława Barei “Zmiennicy”. Taki mglisty obraz jawi się w mojej głowie, kiedy wspominam dzieciństwo i związane z tym okresem elementy zabawy. Motyw kliniki zabawek stał się przestrzenią do narracji – podzieleniem się moją historią z początkiem fascynacji samochodami oraz niechlubnym dokonaniem niszczenia zabawek. Wszystko dzięki wcześniej wspomnianemu serialowi, który oglądałem z ogromnym entuzjazmem i szerokim uśmiechem. Nie interesowała mnie wówczas fabuła, gra aktorska czy sposób filmowania lub udźwiękowienia. Jedynym elementem, który przyciągał mnie przed ekran telewizora to właśnie samochód. Żółte, warszawskie taxi, czyli Fiat 125p. Oglądając ten serial jako dziecko, miałem wrażenie że wszyscy taksówkarze jeżdżą po stolicy nieprzepisowo – z ogromną prędkością i brawurą. Analogicznie taki styl jazdy przekładałem na swoje zabawkowe samochody, które rozpędzałem do granic ich możliwości, testowałem zwinność i wytrzymałość plastikowych opon oraz czy coś im się stanie gdy wypadną z wyimaginowanej drogi w realną “przepaść” (spojler: zniszczą się, porysują a niektóre elementy odpadną). Instalacja ta to pewnego rodzaju hołd dla zabawek, wzniesienie na piedestał modelu starej warszawskiej taksówki i motyw zabawy nią bezdotykowo – jedynie za pomocą światła oraz cienia. Zapętlony fragment intra serialu przypomina mi najlepiej moją zaciekłość i agresywną jazdę zabawkowymi pojazdami. Jest to również moje rozliczenie się z przeszłością – chciałbym przekazać moim starym, zniszczonym zabawkom: Przepraszam!
Kolejne pomieszczenie to „Wycinanki” Sandry Bąk. Czerwone, duszne światło i zimny reflektorek ukryty w brzuchu papierowej świni, która grzebie w ziemi. Obok kura i krowa w skali prawie 1:1. Dla dzieci to improwizacja na temat papierowych modeli do wycięcia i złożenia, na dolnej wystawie mamy kolorowe przykłady. Dorośli mogą skojarzyć te kształty z rysunkami rzeźnickimi, schematami rozbioru mięsa. Na kafelkowej ścianie przezroczyste schematyczne rysunki tych „kluczowych dla przetwórstwa zwierząt” łapią i rozpraszają światło.

Dalej sala projekcyjna z filmem „The Betroyal” Szymona Barana. Opowiada o księżniczce która bierze sprawy w swoje ręce. Nie tyle daje się uratować przed smokiem co wybiera smoka na swojego towarzysza życiowego.

Z opisu Szymona: Oprawa i konstrukcja sceny trzymają się konwencji papierowych teatrzyków popularnych w XIX-wiecznej Anglii. Styl postaci jest inspirowany rysunkami Kazimierza Wiśniaka. Wszystkie elementy przygotowałem na papierze, ich skany zanimowałem komputerowo. Film jest właściwie przedstawieniem teatralnym wystawianym na ekranie.
Obok, na ścianie- ilustracje do Krainy Muchomorów Alicji Pismenko.

Alicja: „Zamykam oczy- widzę muchomory. Otwieram oczy- widzę muchomory. Znalazłam największego, kapelusz ma średnicę około 1.6m, wydawało mi się, że takich nie ma. A jest. Na obiad zupa grzybowa. Białe oka na idealnie gładkiej, czerwonej tafli. W radiu słyszę listę przebojów. Miejsce pierwsze- Miki i jej „Mandolina gra”, to chyba najlepszy kawałek od czasów słynnego „Pomnika”.
Wychodzimy z kina. W korytarzu mały blaszany rumak trzyma stertę książek, to „Lawina” Barbary Janczak. Rozwiana grzywa rzuca wielki cień. Zaprojektowany w Ilustratorze, wycięty w zakładzie metalowym. Niepozorny przedmiot z ogromną wypornością. Trzyma jakieś 10 kg książek.

Tymczasem z naprzeciwka słychać jakąś przedwojenną piosenkę z czarnobiałego romansu, i faktycznie, w ciemności widać telewizor i scenę pocałunku. Można przycupnąć na perskim dywanie i popatrzeć przez palce manekina.

Wojtek Siwik: Na scenach pocałunków w filmach rodzice często zasłaniają oczy swoim dzieciom. „Nie patrz, teraz będzie brzydkie. To będzie dla dorosłych”. Z czasem dzieci nauczone wstydliwego rumieńca same zasłaniają sobie oczy pozostawiając drobne lufciki między palcami na ostatnie westchnięcia romantycznej gorączki. Pozorowana zgrywa fascynacji zakazanym owocem. Mi jednak rodzice nigdy nie zasłaniali oczu, a jednak nadal kiedy romantyczne napięcie przechadza się spacerem przez moją codzienność, mam ochotę uchylić wentyle paluszków i schować się za nimi jak szczeniak, który zbyt łakomie pochwycił miękki słodycz uczucia. Kocham jakbym nigdy do tego nie dorósł, całuję jak przez szpary w palcach.
Za instalacją „Przez palce” promieniuje nieprzechodni pokoik Urszuli Palusińskiej, rozwijający temat w stronę erotyczną, wszyscy planowaliśmy jeden pokój jako dostępny tylko dla dorosłych, ale ostatecznie widzowie będą zaglądali tu bez limitów. Dzieci widzą podświetlony zegar z wahadłem, wycinankę z zakochaną parą i las z pełnią księżyca, stojącą lampę z abażurem w którym można podejrzeć model zachodu słońca.

Rozmowa z Ulą: -U: Czy łechtaczka nie jest o zabawie? -O kurka, jest. Służy samej zabawie. -U: No dobra, to będzie wymagało puszczenia wodzy fantazji. Ale ja tu zobaczyłam cipkę z tarczą zegara na łechtaczce co ma wiele nawiązań, i ruch i czas. Jest ciemno bo chciałam żeby było widoczne czerwone światło. -Będzie rozstrojony? Wspaniałe. -U: Ojj żeby wybijał godzinę? On nie chodzi, jest zatrzymany na stałe. Super byłoby gdyby tykał. Time is cliting.
Tytuł: „Można się bawić bez zabawek”. Ścieżka dźwiękowa: Raymond Scott – Soothing Sounds For Baby Vol. 1 (1962) FULL ALBUM . Wracamy do głównego korytarza, po lewej stronie, w ukrytym przejściu na strych znajdziemy komnatę zapachową Lindy Wojtery. Projektor z wyświetlonym kolażem, koronkowa narzutka, suszące się pranie. Tekstylia są tutaj uwalniaczami estrów i molekuł. Można zamknąć oczy, chodzi o zapach dzieciństwa: babcinej spiżarni i czerwcowego ogrodu.

Linda: Jako dorośli ludzie możemy wpływać na kształt wspomnień z dzieciństwa. Z perspektywy czasu, wiedzy i świadomości wiemy czego w danym momencie nam zabrakło. Lepiąc różne te elementy w całość, dostajemy nową satysfakcjonującą jakość i poczucie sprawczości. Wspomnienia mają różny wymiar. Proszę raczej wąchać.
Dalej, za głównym wejściem pokój Barbary Janczak. W sodowym świetle, na tle niebieskich kafelków „Zimowy ogród”: płaskie blaszane formy w kolorze pomidorowym, oprószone sztucznym śniegiem.

Basia: Często wracam myślami do czasu, kiedy witryny zaklejone były winylowym liternictwem. Stanowiło ono materię mojego rodzinnego miasta. To był krajobraz złożony z liter, logotypów, reklam, napisów na murach. Na podstawie tej próbki sądziłam, że tak właśnie wyglada świat. Konkretnie na przykładzie ulicy Partyzantów i Kossaka*, którymi chodziłam do szkoły. No, może jeszcze okolicy bazaru. *chodzi o Opoczno.
Wychodzimy z Zimowego ogrodu, skręcamy z korytarza w nieduże ale hipnotyczne kino Dominiki Śniegockiej. Na ścianach kredowe mandale, na pnączu z okablowania esy floresy. Filmy są dwa, animowane na dwa różne sposoby, stopklatka z komentarzem i ruchome rysunki. Obydwa opowiadają o snach.

Sąsiedni pokój to opowiadanie z czarnobiałych wydruków Alicji Szpili „Synthetic muzeum. Zabawki dla dorosłych”: o tym, jak przedmioty „konieczne, niezbędne do dorosłej pracy” są pretekstami, pomocami w zabijaniu czasu. I jak same ulegają korozji, starzeniu, rozpadowi.

W głębi pomieszczenia instalacja Aleksandry Pieńkosz pod tytułem „You can be a thing”, opowiadająca o rozczłonkowaniu i reifikacji ciała ludzkiego. Na oknie figlarna, zadarta noga manekina, czyli „Wenus z morskiej piany”, cyberwariacja na temat Wenus z Milo: „The only type of hand tool that she needs” oraz cyfrowy kolaż ze zglitchowanym męskim korpusem- „j0in”. Główny obiekt to „Trap, after Kate Millett”.

Ola: Jest to lalka barbie w oryginalnym pudełku, wyglądająca jak nówka do kupienia. Przez plastik pudełka widać gadżety dołączone w zestawie do lalki i są to różnego rodzaju nożyce, noże, pistolet. Lalka jest naga, ma sukienkę zawiniętą na głowę. Na jej brzuchu jest wyryta inskrypcja: „IM A PROSTITUTE AND PROUD OF IT”. Obiekt chciałabym wystawić razem z krótką notką na temat Sylvii Likens oraz pracy Kate Millett inspirowanej jej historią. Moja praca nawiązuje do segmentu z serii Kate Millett pt. Trap, który odwoływał się do się do historii brutalnych, grupowych i trwających wiele miesięcy tortur wobec 16-letniej Sylvii Likens, niewinnej dziewczynki traktowanej w charakterze kozła ofiarnego przez opiekunkę i grupę dzieci zachęcanych do tego przez nią. Nie bez znaczenia jest tutaj kontekst pracy seksualnej, fakt uczynienia go najgorszym wyzwiskiem w wielu różnych językach, oraz motyw pisania „ciałem” – ciałopisania obecnego w twórczości artystek Fluxusu. Chciałabym poprzez tę pracę wyrazić swój bunt wobec pomijania artystek Fluxusu w programie studiów, które obserwuję na intermediach, przynajmniej na studiach magisterskich. Mimo że zdaję sobie sprawę z wartości konceptualizacji dzieła sztuki i „filozofowania”, potrzebuję zrobić coś w kontrze wobec trwającej od kilku miesięcy konieczności zajmowania się twórczością mężczyzn z tamtego okresu, których prace są, moim zdaniem, mało przełomowe i mocno oderwane od rzeczywistości, szczególnie w porównaniu do kobiecych przedstawicielek tego nurtu, odważnie przecierających szlaki związane z uprzedmiotowieniem kobiet i uciszaniem ich głosu. Praca Kate Millett, do której nawiązuję, nie została uwzględniona w prawdopodobnie najważniejszym opracowaniu dzieł grupy Fluxus, Codex Fluxus autorstwa Jona Hendricksa, co – niezaskakująco – rymuje się z historią obsesyjnego wykluczania członków Fluxusu z grupy przez ich „przywódców” (Maciunas) (w tym np. Carolee Schneemann, ktora dosłownie „wyleciała” za „nadmiernie seksualny charakter” jej prac). Moim odruchem jest zatem próba dania przestrzeni i głosu tej pracy, odwołanie się do Kate Millett, oraz oryginalnej inspiracji jej pracy, ofiary przemocy, która dosłownie stała się zabawką.
Idziemy dalej, do dużej sali „basenowej” Wojciecha Siwika, instalacji „nyny”. Wielki dmuchany materac, w rogach pokoju światło latarek podświetla napowietrzoną wodę w butelkach.

Wojtek: Na zajęcia z pływania chodziłem przez 15 lat swojego życia. Z wielu rzeczy, które w tym sporcie lubię najbardziej ceniłem sobie zawsze to, jak bardzo jest to sport introwertyczny i introspektywny. Woda odcina cię od świata wokół, pozostajesz tylko Ty i, nomen omen, strumień Twoich myśli. Zanurz się w nim. Kiedy byłem dzieckiem zdarzało mi się, że w trakcie złych, pełnych napięcia snów, gdy czułem, że gdzieś mogę nie zdarzyć lub przed czymś uciec, kładłem się w powietrzu i zaczynałem płynąć nad chodnikiem. Był to dla mnie moment ukojenia, spokoju, zachłyśnięcia się przestrzenią wokół mnie i we mnie. Złe sny stawały się spokojnym dryfem. Ta praca jest o tym, jak pływałem w snach.

Zostały nam 3 pomieszczenia. Trzeba minąć korytarz i zsyp z salaterką Agnieszki Piksy i zbiorem powiedzonek do wylosowania, tytuł „Sałatka imieninowa”.

Agnieszka: Kolekcjonuję różne bon moty. „Nie wolno terroryzować własnej jaźni” mawiał pan Alek, fachman z pracy w konserwacji na Dolnym Śląsku. Albo „Kto z kim przystaje, takim się zdaje”. Wujek Grzechotnik mówił „kismet”. Ciocia Elżbieta „Kto nie ma pieniędzy, ten ma więcej czasu”. Babcia: „Przyzwyczajenie drugą naturą człowieka” (Dominik zwrócił uwagę, że tu autorem mógł być Seneka).To naprawdę działa, może nie tyle merytorycznie, co emocjonalnie, przypominanie sobie tych powiedzonek zapewnia stabilność w burzliwych sytuacjach.
Nisza w szerokim pokoju przejściowym Alicji Pismenko: dalszy ciąg „Krainy Muchomorów”. Materiał: włóczka, lampka, metalowe krzesełko, abażur z włóczki i plastikowe nóżki. Można się bawić: aranżować, przestawiać, ingerować. Malutki świat na który mamy wpływ.

Dalej pokój Dominika Setlaka zamieniony przez widzów w szaloną galerię. Materiały wyjściowe: duże, porządne, peerelowskie reprodukcje obrazów Matejki i pudełko pasteli.

Dominik: „Poczet Królów i Książąt Polskich”. Pamiętasz gdy brałaś/brałeś do ręki teleprogram swoich rodziców i konwertowałaś/konwertowałeś ikonę znajdującą się na okładce. Dokonywałeś czynu niezwykłego, przecież historia nie ma już żadnego znaczenia, jedynie to jak ją postrzegamy, lub chcielibyśmy postrzegać. Niektórzy wybitni otrzymują Nagrodę Akademii Francuskiej za książkę o kolonizacji Europy przez Inków. Inni (ci bardziej niepokojący) utrzymują że Hitler nie wiedział o Holokauście. Ale każdy ma prawo do fantazji. Rozliczenia się z historią…albo po prostu do domalowania wąsów. Twoje zadanie: 1. Wybierz postać spośród znajdujących się na stole. 2. Stwórz jej nową wizualność i jeśli chcesz dopisz historię. 3.Przyklej ją za pomocą taśmy do grona nowych władców. 4.Nawet jeśli nie jesteś zadowolony ze swojego dzieła, a minister Czarnek wywaliłby Cię ze szkoły- proszę, nie wykreślaj z pocztu żadnej osobistości.
Między Mieszkiem „Mieczkiem” a jakimś Eat the Rich ACAB Wiśniowieckim jest przejście do „Pokoju” Edyty Stajniak. Drobne rysunki piórkiem i przedmioty abstrakcyjne, instrument muzyczny Hanki Malinois- owczarzycy belgijskiej i „Komputer stacjonarny” (fot.20), świetlny model echa i inne. Niektóre tytuły: „Szpagat”, „blik”, „Anakonda”, „strzępki”, „Echo”, „skok. sus. suseł”, „los. endgame”, „Dialogi i eskalacje”, „Opowiadacze”, „Kto jest słońcem?”.

Edyta: Baj, bajać- zmyślać? Mówić, opowiadać, zmyślać!…zamyślać się. Baśnie, bajki, bajki magiczne- bawią, nużą, oczarowują, igrają, grają, skoczki, poskoczki, linoskoczki, linoskoczki, skok i sus, skok do początku- echa zabaw i zabawek z dzieciństwa. Pamięć ich we fragmentach, w zakamarkach, szczelinach. Rzeczy znalezione na pustym polu, puste pole zabaw. Jesteśmy w „Pokoju” u początku, w pokoju zabaw w nim rzeczy- opowiadacze, bajacze, coś jak odsyłacz i wołacz.
Pracownia Rysunku, Wydział Intermediów, luty-marzec 2022
Zdjęcia: Wojtek Sosenko
Współpraca i podziękowania: Katarzyna Sosenko, Katarzyna Jagodzińska oraz ekipa Muzeum Zabawek
