Wiktoria Woziwoda, Blizny
Blizny postrzegam jako coś więcej niż tylko zmiany skórne. Każda blizna związana jest ze wspomnieniem, jakimś konkretnym miejscem, osobą, okresem życia, stanem emocjonalnym, czy zapachem.
Traktuję je jako pamiątki z mojego życia, tatuaże stworzone przez los bez mojej zgody. Gdy byłam dzieckiem, często się wywracałam i raniłam głównie kolana i łokcie. Gdy „ziaziusie” zamieniały się w blizny byłam wściekła, miałam nadzieję, że po czasie znikną.
Teraz przypominają mi o czasach i ludziach, którzy nigdy nie wrócą. Cieszę się, że pozostały mi po nich chociaż blizny. Niektórych do tej pory się wstydzę, chowam je i staram się udawać, że nie są częścią mojego ciała. Jednak żadne maści i zabiegi nigdy nie były w stanie usunąć ich z mojej pamięci.
Blizny mają to do siebie, że nigdy nie znikają, a jedynie bledną, być może jest to jedno z najtrwalszych świadectw wszystkich rzeczy, które mi się przytrafiły. Staram się je oswoić i zaakceptować, szczególnie te najbardziej widoczne i prowokujące najwięcej pytań.
Czasem myślę jednak, że świadczą o mojej sile. Przypominają mi o tym ile byłam w stanie przejść i zapewniają, o tym że potrafię przetrwać wszystko, co wydaje mi się do przetrwania niemożliwe.










